Przejazd w polach w Skroniowie, na linii LHS, został przekazany na utrzymanie jednemu z rolników. Gdyby nie wyraził na to zgody, przejazd zostałby zlikwidowany, bo tak nakazują przepisy.

Sprawa dotyczy przejazdu w Skroniowie, zlokalizowanego między „ekspresówką” a cmentarzem, umożliwiającego dojazd do pól leżących po południowej stronie toru LHS. Na mocy rozporządzenia ministra infrastruktury i rozwoju z 2015 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać skrzyżowania linii kolejowych z drogami, wspomniane przejście sklasyfikowane zostało jako przejazd użytku niepublicznego (kategoria F), który może być wykorzystywany na podstawie odpłatnej umowy z PKP (koszt ok. 80 zł rocznie).

Z pomocą w rozwiązaniu tego problemu przyszły władze Jędrzejowa, które zleciły Zakładowi Usług Komunalnych wykonanie zapór. W ubiegłym tygodniu z jednym z rolników podpisana została umowa i to on będzie teraz przejazd otwierał.

– Z przejazdu mogą korzystać tylko te osoby, których nazwiska znajdą się na załączniku do umowy. Po odpowiednim przeszkoleniu, korzystający z przejazdu mają określone obowiązki i muszą ich przestrzegać – powiedział Mirosław Raczyński, naczelnik Sekcji Drogowej w Sędziszowie PKP LHS.

Wśród obowiązków są m.in. konieczność otwierania i zamykania przejazdu za każdym razem, gdy rolnik z niego korzysta (nie ma opcji zostawienia otwartego przejazdu, nawet wtedy, kiedy będzie korzystać z niego w krótkim czasie). Za każdym razem, kiedy rolnik będzie przekraczał przejazd, musi powiadomić o tym dyżurnego ruchu i sprawdzić, czy pociąg nie jest już w trasie. O uszkodzeniu zapór należy powiadomić dyżurnego ruchu i wykonać naprawę na własny koszt.

– Nie my wymyśliliśmy ten tor. Przed laty, kiedy powstawał, nikt nas nie pytał o zdanie, gdy zabierano bezprawnie ziemię pod niego. Zmiany są bez sensu. Przejazd funkcjonował od lat, wszyscy korzystaliśmy z niego odpowiedzialnie i nic się tu nie działo. Największy problem będzie w żniwa, kiedy musimy korzystać z przejazdu nawet kilkakrotnie w ciągu dnia, a w tym gorącym okresie liczy się przecież każda minuta. Nawet w domu, otwierając bramy korzystamy z pilota i siedzimy w ciągniku, a tu będziemy musieli za każdym razem wysiadać i otwierać kłódki – mówili rozgoryczeni rolnicy, podkreślając, że podpisanie umowy będzie utrudniać im pracę.