Z miłością przywrócili świetność dworu Chelińskich w Kotlicach

23883

Kotlice. Kiedyś stojące nieomal w każdej większej wsi, odeszły wraz epoką ziemiaństwa. Polskie dwory teraz na ogół są w ruinie lub nie pozostał po nich ślad. Tym bardziej na podziw i uznanie zasługują ludzie, którzy dają im drugie życie. Helena i Jerzy Lisowie ocalili nie tylko budynek, ale i historię jednego z najświetniejszych polskich rodów.

„Pierwsze wzmianki o miejscowości Kotlice pojawiły się już w XIV w. W 1396 r. właścicielami Kotlic vel Chotlic są bracia Mikołaj i Stanisław – wnukowie Stanisława Jelitka, kasztelana małogoskiego. W XVI w. dobra kotlickie należą do Barbary Morawcowej hrabiny Ogończyk i Stanisława Wrzesińskiego. W XVII w. majątek przechodzi na własność Piegłowskich h. Nałęcz: Marcina-Władysława podczaszego ciechanowskiego. W 1733 r. dziedzicem Kotlic jest Stefan Piegłowski, syn Stanisława-Jana, a wnuk Marcina-Władysława. Po nim dobra przejmuje jego córka – Zofia Jerzowa Dembińska, starościna zbydniowska hrabina Nieczuja. W 1749 r. Kotlice są własnością Franciszka Nieczuja Dembińskiego. W 1769 r. jedyna córka Franciszka Dembińskiego, Marianna, wniosła w posagu Piotrowi Rawicz Dembińskiemu Kotlice, Mokrsko, Chwaścice i Brus. Po jej śmierci w 1780 r. Kotlice z przyległościami przeszły na jedynaczkę – Mariannę, primo voto Ożarowska, secundo voto Siemońska. 22 czerwca 1803 r. Marianna Ożarowska razem z mężem Adamem Siemońskim sprzedają majątek Kotlice wraz z przyległościami Stanisławowi Wężykowi. 31 grudnia 1852 r. Kornelia z Wężyków, żona Romualda Gostkowskiego, nabyła majątek od swych rodziców. Od 1854 r. właścicielem Kotlic był Romuald Gostkowski” – czytamy na stronie internetowej dworu informację zaczerpniętą z „Katalogu polskich zamków, pałaców i dworów”.

Dziewięć córek Franciszka Chelińskiego

Franciszek Cheliński (1824-1910) był żonaty Antoniną z Makólskich (1835-1901), która była cioteczną siostrą Józefy z domu Katerla, matki Stefana Żeromskiego. 4 czerwca 1860 r. za kwotę 55500 rubli Franciszek Cheliński nabył Kotlice z folwarkiem i przeprowadził się tam wraz z rodziną. Był dobrym i zaradnym rolnikiem; doprowadził swój majątek do kwitnącego stanu. Marzył o męskim dziedzicu, ale tak się nie stało. Dwaj jego synowie zmarli prawdopodobnie w dzieciństwie. W zmian rodziły się kolejne córki.

„W rodzinie krążyła historyjka o tym, że prapradziadek koniecznie chciał mieć syna. Gdy zaczęło się rodzić ósme dziecko zdenerwowany wyjechał na koniu w pole. W pewnym momencie, ktoś przybiega do niego i z daleka woła:

– Panie dziedzicu, panie dziedzicu już się urodziło!

– No i co – syn ? – pyta pradziadek.

– Nie, – nie syn.

– Córka?!

– Nie, – nie córka.

– No to cóż u licha?! Gadaj żesz szybko!

– Dwie córki!

I wtedy pradziadek miał powiedzieć: pas.” – wspomina w swoich wspomnieniach użyczonych w 2001 r. Jędrzejowskiego Towarzystwu Kulturalno-Naukowemu i wydrukowanych w nr. 29 i 30 „Gazety Jędrzejowskiej” z tego roku Jan Kruszewski-Majewski, prawnuk Chelińskiego.

Chelińscy mieli dziewięć córek: Zofię, Natalię, Walentynę, Antoninę, Franciszkę, Marię, bliźniaczki – Stefanię i Irenę oraz Helenę. Najstarsza Zofia wyszła za mąż za Jana Tymienieckiego. Jej potomkami jest rodzina Braunów, w tym wielu zasłużonych dla polskiej kultury i sztuki, podobnie było w innych gałęziach rodu.

W „Gazecie Kieleckiej” z 25 grudnia 1910 r. został zamieszczony nekrolog Franciszka Chelińskiego: „Pomimo licznych swoich zajęć i trosk związanych z wychowaniem rodziny ś. p. Franciszek Cheliński nie usuwał się od obowiązków społecznych, pełniąc za dawnego sądownictwa zaszczytne i odpowiedzialne obowiązki sędziego pokoju przy Jędrzejowskim sądzie; i na tym stanowisku zjednał sobie opinię światłego, bezstronnego i gorliwego sędziego. Był hojny dla swojej rodziny i dalszych krewnych, z których wielu jego pomocy zawdzięcza swoje wykształcenie – czuły na niedole bliźnich, dla siebie oszczędny i przestający na małem wyrozumieniu i sprawiedliwy dla służby i włościan, z którymi w najtrudniejszych i najgorętszych czasach umiał utrzymać przyjacielskie stosunki”.

Dwór za czasów Majewskich-Kruszewskich

6 czerwca 1909 r. majątek przejęła córka Franciszka Walentyna (1866-1956) wraz ze swym mężem Włodzimierzem Majewskim. Drewniany dotychczas dwór w Kotlicach został poddany gruntownej przebudowie w1911 r. Poprzedni stał frontem do drogi – obecny front skierowany ma ku rzece. „Jak się wydaje, pozostawiono stary, murowany lamus, który jak czytaliśmy dotykał starego drewnianego dworu. W części piwnicznej na uwagę zwracają uwagę grube na ponad dwa i pół metra mury, sklepione piwnice, podobnie jak w części nadziemnej grube mury, a w jednym oknie zachowało się kamiennie okna. Zmieniono jego usytuowanie względem drogi – stary dwór stał frontem do obecnie drogi, nowy frontem skierowany jest ku rzece, na uformowany poniżej budynku ogród” – pisze Dariusz Kalina na portalu Dawne Kieleckie.

Majewscy nie mieli własnych dzieci, usynowili więc syna siostry Franciszki Kruszewskiej – Stanisława. Po śmierci Włodzimierza Majewskiego Kotlice przejął Stanisław Kruszewski Majewski. Żona Stanisława zmarła w kilka dni po porodzie, osieracając syna Jana (1928-2012). Stanisław ożenił się po raz drugi z Marią, ale wspólnych dzieci nie mieli.

„Podczas okupacji dwór w Kotlicach zapełnił się rodziną zjeżdżającą z całej Polski. Byli to krewni wysiedlani przez Niemców z obszarów przyłączonych do Rzeszy i pozbawieni całego swojego dobytku oraz krewni uciekający przed głodem panującym w okupowanych miastach. Bywały okresy, że do stołu podczas posiłków zasiadało do 30 osób. Nakarmić wszystkich mimo, że mieszkało się na wsi, nie było łatwo. Należy pamiętać, że mnóstwo żywności trzeba było, pod groźbą kary śmierci, odstawiać do Jędrzejowa dla Niemców. Ponadto często powtarzały się napady rabunkowe dokonywane przez rabusiów podszywających się pod oddziały partyzanckie. Również dużo żywności mój ojciec oddawał oddziałom partyzanckim Armii Krajowej. O działalności Armii Krajowej w Obwodzie Jędrzejowskim napisał świetną książkę Andrzej Ropelewski „W Jędrzejowskim obwodzie AK”. W książce tej Ropelewski w kilkudziesięciu miejscach wspomina Kotlice i członków mojej, mieszkającej tam, rodziny. Podczas okupacji mieszkał w Kotlicach przez kilka miesięcy, m. in. profesor Uniwersytetu Poznańskiego – Kazimierz Tymieniecki z rodziną, oraz późniejszy profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – Zygmunt Sułowski – wspomina Jan Kruszewski Majewski.

13 lutego 1945 r. w obecności żony właściciela Marii Kruszewskiej nastąpiło przejęcie majątku na cele reformy rolnej. Co prawda gospodarstwo ze względu na obszar zbyt mały (26 ha) nie podlegało parcelacji, ale pretekstem było posiadanie gorzelni. Majątek przekazano w zarząd dawnemu pracownikowi folwarcznemu Stanisławowi Stępniowi. Jan Kruszewski wraz z macochą wyjechali do Gdańska. Prof. Jan Kruszewski-Majewski, to wybitny polski uczony, był jednym z pionierów rozwijania metod komputerowych w mechanice konstrukcji oraz ich zastosowań w praktyce. Jego syn Maciej jest pilotem w LOT, a drugi syn – Piotr – doktorem nauk medycznych i pracuje w Akademii Medycznej w Gdańsku.

Jak państwo Lisowie podnieśli dwór z upadku

6 września 1945 r. w Kotlicach utworzono w budynku dworu Gminną Szkołę Rolniczą. 12 maja 1955 r. przejęła go Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna, a niedługo po tym zaczęła funkcjonować Szkoła Podstawowa, która działała do 2000 r. Przez kolejne dwa lata dwór stał opuszczony. Od czasu przejęcia go na cele reformy rolnej stopniowo popadał w ruinę i tracił swój niepowtarzalny urok.

– W 2000 r. moja żona Helena straciła pracę, a ja dowiedziałem się, że za pięć lat zostanie zlikwidowana Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna w Morawicy, w której pracowałem. Zaczęliśmy się rozglądać za nową pracą. Oboje jesteśmy technikami rolnictwa, a żona jest bardzo dobrze gotuje. Postanowiliśmy zająć się agroturystyką, ukończyliśmy 200-godzinne szkolenie organizowane przez WODR Modliszewice. Zaczęliśmy też szukać obiektu, w którym moglibyśmy prowadzić działalność. Kolega powiedział nam, że do wzięcia jest dworek w Kotlicach. Pomyśleliśmy, że to może będzie ten, zwłaszcza, że ja pochodzę z niedalekich Chwaścic. Kiedy jednak zobaczyliśmy obiekt, byliśmy załamani, dwór się rozpadał, ogród był kompletnie zarośnięty samosiejkami – wspomina Jerzy Lis, nowy właściciel dworu.

– Pomyślałam „O Boże, co my robimy”, ale druga myśl, była taka, że mamy wielkie serce, damy radę. Wzięliśmy udział w przetargu na kupno, trzecim zresztą, bo nie było chętnych, organizowanym przez gminę Sobków – dodaje Helena Lis.

Kiedy były właściciel nie skorzystał z prawa pierwokupu, Lisowie wzięli kredyt i w 2002 r. zostali właścicielami zabytkowego dworu. Dwa lata karczowali dzikie drzewa w parku, przygotowywali pięć pokoi dla gości. Wszystko robili systemem gospodarczym, przy pomocy rodziny. Pomogły też dotacje z programu SAPARD.

– W 2004 r. przyjęliśmy pierwszych gości, lojalnie uprzedzaliśmy, że ciągle trwa u nas remont, który zresztą chyba się nigdy nie skończy. Pierwszymi gośćmi było pięć pań z Bielska-Białej, które przyjechały na rowerach. Z dawnego wyposażenia dworu zostały np.: posadzka w holu wejściowym, mozaika dębowa na podłodze w salonie, której znaczna część przetrwała dewastacje kolejnych, powojennych użytkowników. Zabytkowe piece uruchamiali na naprawdę dobrzy fachowcy, ciągle się w nich pali. Zmieniony jest częściowo układ pomieszczeń, odtworzyliśmy oranżerię, gdzie teraz znajduje się kącik pamięci poświęcony byłym właścicielom. Współpracujemy ze służbą ochrony zabytków, zarówno w kwestii budynków, jak i parku. Ostatnio ratujemy 270-letnią lipę samotnika, ale boimy się, że bez skutku. W każdym razie odnawiać będziemy lipowy szpaler w parku. Poznawaliśmy historię dworu, nasz syn znalazł w internecie prof. Jana Kruszewskiego-Majewskiego, więc nawiązaliśmy z nim kontakt. Profesor bardzo się ucieszył, że przywracamy świetność dworu. Wielokrotnie odbywaliśmy rozmowy telefoniczne, ale nigdy nie udało się z nim spotkać osobiście. Za to jego syn Maciek oraz Irena Szanser, siostra Stanisława Kruszewskiego-Majewskiego, organizują u nas, począwszy od 2010 r. doroczne zjazdy rodzinne. W 2015 r. pani Irena obchodziła u nas swe 90. urodziny. To wspaniała rodzina, ludzie pełni szlachetności, dobrego wychowania, jakiego teraz już się nie spotyka – mówią nowi właściciele.

Od 2003 roku na terenie założenia dworsko-parkowego funkcjonuje Agropark „Dworek pod Lipą”. Z roku na rok budynek nabiera coraz bardziej atrakcyjnego wyglądu, a otaczający go teren poddawany jest pielęgnacji. Z każdym sezonem gospodarze starają się poszerzyć wachlarz oferowanych usług. Obecnie oprócz tradycyjnego wypoczynku, Agropark oferuje także organizację imprez okolicznościowych i konferencji. Dużą popularnością cieszą się też letnie spływy kajakowe po Nidzie. W 2015 r. oddano do użytku gości salę konferencyjno-wypoczynkową połączoną z oranżerią i wyjściem do ogrodu. W 2106 r. obiekt uzyskał tytuł „Najpiękniejszego gospodarstwa agroturystycznego” w województwie świętokrzyskim.

– Cieszy nas, że tak wielu naszych gości z całej Polski na nas głosowało, bo połowa głosów należała do kapituły nagrody, połowa do gości. Ludzie głosowali, bo bardzo lubią tutaj przyjeżdżać. Najbardziej cenią sobie ciszę, spokój, piękną okolicę. Moja kuchnia i potrawy przyrządzane z sercem oraz praca mego męża przynosi efekty. Poza tym mówią, że to miejsce – dwór i parek – ma niesamowitą energię, ładują tutaj „akumulatory”. To jasne, bo przecież kiedyś miejsce pod budowę dworu wybierano bardzo starannie, tak by było zdrowe i pełne harmonii – mówią Helena i Jerzy Lisowie.

Beata Znojkowa

Przeglądając naszą stronę, akceptujesz używanie plików cookie. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce prywatności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zamknij