O fenomenie Jędrzejowskiej Ligi Futsalu rozmawiamy z Mariuszem Glitą i Michałem Stępniem, organizatorami rozgrywek.

Proszę powiedzieć, jak narodził się pomysł zorganizowania ligi futsalu?

Michał Stępień: – Powiem ze swojej perspektywy. Zanim doszło do organizacji ligi futsalu, wielu z nas grało w piłkę nożną i jako młodzi chłopcy braliśmy udział w różnych turniejach. Jednym z nich był turniej dzikich drużyn na dużych boiskach. Organizował go Urząd Miejski w czasie wakacji z funduszy antyalkoholowych. To były fajne zawody, był duch rywalizacji, ale także mogliśmy się poznać. Później jakoś to umarło śmiercią naturalną. Były też turnieje halowe, które organizowała Piaskowianka. Pomagałem przy ich przygotowaniu. W pewnym momencie poznałem Mariusza Glitę, który miał drużynę futsalową, jeździł na różne turnieje poza Jędrzejów albo organizował zawody u siebie. Kilka razy rozmawialiśmy o fustalu i padł pomysł, żeby w Jędrzejowie zorganizować ligę. Przeprowadziliśmy wiele rozmów z Pawłem Równickim, następnie przedstawiliśmy nasz pomysł w Urzędzie Miejskim. Rozmawialiśmy z ś.p. Maciejem Kośmidrem, który wtedy był odpowiedzialny za organizację imprez sportowych oraz z Markiem Chudzikiem. Zorganizowaliśmy pierwszy turniej, staraliśmy się, by wpadł jak najlepiej. Był pierwszy, później kolejny i tak zaczęło się to kręcić.

Mariusz Glita: – Muszę dodać, że w sumie od pomysłu do realizacji minął blisko rok. Odbyliśmy kilka spotkań, na których dyskutowaliśmy nad formułą. Starałem się przekazać doświadczenia, jakie zdobyłem jeżdżąc na turnieje w różne miejsca w Polsce. Staraliśmy się to wykorzystać. Do pierwszych rozgrywek przystąpiło 14 drużyn i była tylko jedna liga. W następnym roku, ponieważ było duże zainteresowanie, były już dwie ligi po 12 drużyn. W trzecim roku były również dwie ligi, po 14 zespołów i tak jest do dzisiaj. Tak też zostanie, mimo że chętnych nie brakuje. Nie decydujemy się na rozszerzenie rozgrywek, bo nie mamy ani możliwości czasowych, ani finansowych i innych. Jest siedem godzin grania w sobotę i sześć-siedem w niedzielę. Trzeba wszystko przygotować, jest to spore wyzwanie organizacyjne.

Co macie na myśli, mówiąc o możliwościach finansowych?

M.S. – Najważniejsze w tym wszystkim są finanse i tu wielki ukłon w stronę burmistrza Marcina Piszczka i władz gminy, która jest głównym sponsorem imprezy. Ze swej strony staramy się odwdzięczyć właśnie dobrą organizacją turnieju, robiąc to jak najlepiej potrafimy. Gdybyśmy to robili na zasadach komercyjnych, wówczas połowy drużyn nie byłoby stać na udział w lidze. Pierwsze wpisowe wynosiło 200 zł, a teraz jest to 400 zł plus kaucja, która jest zwrotna. Musieliśmy ją wprowadzić, by drużyny przychodziły na każdy mecz, by odbywały się wszystkie zaplanowane spotkania. Jeśli nie przychodzisz na mecz, to kaucja przepada. Przez cały czas uczymy wzajemnego szacunku, by nie lekceważyć się nawzajem.

Czy zdarzyły się sytuacje, że doszło do niszczenia mienia?

M.S. – Poważniejszych zdarzeń tego typu nie było. Czasami się zdarzy, że ktoś rozgrzewając się przed meczem trafi piłką w świetlówki na dolnym korytarzu przy hali. Ktoś mocniej kopnie, kogoś poniesie, a świetlówki tam nie mają osłon, więc sie tłuką. To nie są jakieś większe straty, na bieżąco je naprawiamy. W tym roku musieliśmy jednak wymienić jedną całą oprawę. Problem w pewnym momencie było samo zachowanie zawodników na meczach. Niektórzy zaczęli gwiazdorzyć i na meczach dochodziło do nieprzyjemnych sytuacji, ale z czasem udało się to wyeliminować. Generalnie jest bardzo dobra atmosfera, duch rywalizacji jest ogromny, ale adrenalina pozostaje na boisku, nie przenosi się poza boisko. Nie dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji. W tym roku po raz pierwszy po turnieju zorganizowaliśmy bal i okazało się, że wszyscy się świetnie bawili, także poza rozgrywkami. Widać, że przez te lata środowisko się mocno zintegrowało.

To wydaje się być dużą wartością tego przedsięwzięcia.

M.S. – Jeśli mówić o celach, to można powiedzieć, że jednym z nich jest integracja środowiska i widać, że to rzeczywiście działa. Ja sam bardzo wielu ludzi poznałem poprzez piłkę, można powiedzieć, że pół Jędrzejowa i to ludzi w bardzo różnym wieku.

M.G. – To prawda. Jesteśmy coraz starsi, a na turniej zgłaszają się coraz młodsze roczniki. Udało nam się stworzyć dobry klimat wokół imprezy, a muszę powiedzieć, bo mam doświadczenie z innych turniejów, nie wszędzie tak jest. Na wielu z imprezach dochodzi do nieprzyjemnych, a czasami bardzo nieprzyjemnych sytuacji. Przez 10 lat przez turniej przewinęło się ponad 70 drużyn i ponad 1100 zawodników.

W działania ligi wciągacie również kibiców, bo są akcje i plebiscyty, np. wybór najpiękniejszej bramki, czy typer.

M.S. – Wokół naszego przedsięwzięcia przewija się mnóstwo osób, które angażują się w różne działania i mają swoje pomysły, na mecze przychodzi też sporo kibiców. Chcieliśmy ich zagospodarować i wciągnąć do wspólnej zabawy. Typera wymyślił Adrian Stępień i to on nad tym czuwa. Na początku było to bardzo pracochłonne zajęcie, ale teraz dopracowaliśmy się już systemu komputerowego. Teraz komputer przelicza punkty i uczestnicy sami śledzą, co się dzieje.

M.G. – Kibicom się to spodobało. Są tacy, którzy nie wyobrażają sobie teraz ligi bez typera, jak np. pan Kazimierz, który prowadzili obsługę medyczną naszego turnieju. Zainteresowanie jest duże. W tym roku zagrały aż 102 osoby, zaczynaliśmy na poziomie 30 osób. Od pierwszego sezonu mamy konkurs na najpiękniejszą bramkę. Trzeba podkreślić, że dopracowaliśmy się systemu informatycznego, który ułatwia i przyspiesza wprowadzanie danych, tj. wyniki, tabel czy statystyki. Mamy grupę fantastycznych, pełnych zaangażowania osób, które na bieżąco zajmują się obsługą medialną, rejestrują mecze i robią dokumentację fotograficzną. Ta grupa się zmienia, ale zawsze są chętni. Poza tym, oprócz rozgrywania meczów, włączamy się w różne akcje charytatywne, zarówno piłkarze, jak i kibice, choćby w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy czy „Szlachetną paczkę”.

Wydaje się, że jedynym mankamentem imprezy jest hala sportowa, mała i niemająca trybun dla kibiców. Podczas uroczystej gali ze strony burmistrza i starosty padły pewne deklaracje, np. że być może można byłoby mecze rozgrywać na hali „Konarskiego”, a nawet propozycja budowy hali z prawdziwego zdarzenia. Co wy na to?

M.S. – To prawda, hala w „czwórce” jest mała, ale jeśli chodzi o widownię, to tak do końca hala w „Konarskim” nie jest lepsza. Bo tam, mimo że jest widownia, kibice dużo więcej nie zobaczą. A przydałoby się, bo kibiców wbrew pozorom i tak sporo przychodzi, i to w różnym wieku, od małych dzieci po dorosłych. Sam znam trzech panów, którzy przyjeżdżają z gminy Imielno. Na pewno samo boisko jest dla zawodników bardziej odpowiednie i jest bezpieczniejsze. Nie jest to idealne rozwiązane, ale ciut lepsze. To są po prostu hale przy szkołach, a nie hale widowiskowe.

M.G. – Na pewno najlepszym rozwiązaniem byłaby budowa dużej hali widowiskowej, gdzie nie tylko mogłyby się odbywać mecze, ale także inne wydarzenia, np. koncerty, tak jak to jest w ościennych gminach, Chęcinach, Kazimierzy Wielkiej czy Pińczowie. Trochę im tego zazdrościmy. Dlatego budowa hali byłaby najwłaściwsza, ale to już nie od nas zależy. Trzymamy kciuki, by ktoś podjął taką decyzję i może za kilka lat taki obiekt powstanie. Kto wie?

Dziękuje za rozmowę.

Grażyna Ślusarek