Ekologiczne produkty naturalne rzeczywiście mają moc

23648

Rozmawiamy z Markiem Ptakiem z Sielca, właścicielem tłoczni olejów roślinnych. Proszę powiedzieć, jak to się stało, że zajął się pan taką działalnością?

– Od wielu lat związany jestem z rolnictwem. Jeszcze w czasach PRL-u przez 20 lat pełniłem funkcję dyrektora Spółdzielni Kółek Rolniczych w Wodzisławiu. Starałem się pomagać rolnikom w ich ciężkiej pracy. Mam wielką satysfakcję, że jako jeden z pierwszych na wieś wprowadzałem wielką technikę w postaci kombajnów zbożowych typu bizon. W 1974 r. sprowadziłem pierwszy kombajn na teren gminy Wodzisław. Udało się to zrobić dzięki temu, że mieliśmy rodaka z Piotrkowic, który był pierwszym zastępcą do spraw produkcji w fabryce w Płocku. Przydzielił nam ten kombajn, przysłano go na platformie pociągowej do stacji kolejowej Sędziszów. To był pierwszy kombajn, potem były kolejne, w sumie 20. Pod koniec lat 80. przyszedł czas transformacji i kółka były likwidowane. Uważam jednak, że organizacje te zniknęły nie przez transformację ustrojową, ale z tego powodu, że rolnicy sami kupowali maszyny. Świadczone przez kółka usługi nie były już tak potrzebne. Wtedy powstał problem, co zrobić z kółkowymi maszynami. Ostatecznie wróciły one do rolników, ponieważ sprzęt był zakupiony z podatków rolników, w ramach funduszu rozwoju rolnictwa. Co prawda chciałem je sprzedać i za uzyskane w ten sposób pieniądze stworzyć gminną olejarnię, która tłoczyłaby olej rzepakowy, ale ten pomysł się nie spodobał. Sprzeciwili się rolnicy, którzy byli w „Solidarności”. Z olejarni jednak nie zrezygnowałem, uruchomiłem ją sam.

Jakie były początki tej działalności?

– Pierwsze maszyny zakupiłem w Niemczech. Działają do tej pory, bez większych problemów. Początkowo przerabiałem od 300 do 500 ton oleju. Wtedy na olej i makuchy rzepakowe było duże zapotrzebowanie; wykorzystywano je do hodowli. Drób i trzodę chlewną karmiono olejem rzepakowym, bo posiada wysoką wartość energetyczną i białkową. Makuchem rzepakowym karmiono także bydło. Miałem duży zbyt, starałem się więc powiększać swój park maszynowy. Wtedy też modne stało się biopaliwo, które również produkowałem. Nie było to jednak doskonałe paliwo. Biopaliwo sprawdzało się przy ciągnikach ze strasznymi silnikami, natomiast w nowoczesnych traktorach nie bardzo. Liczyliśmy na to, żę biopaliwo będzie dotowane, przynajmniej takie były obietnice. Nic z tego jednak nie wyszło; pomysł umarł śmiercią naturalną.

Nie zraziły pana te trudności?

– Postanowiłem przerzucić się na produkcję ekologiczną, rozszerzyłem asortyment. Oprócz rzepaku do celów spożywczych zacząłem tłoczyć olej lniany. Pochodzi on z moich upraw. Sam zacząłem uprawiać len, w zależności od roku od 1 do 5 hektarów; sieję również rzepak. Z lnem mam ciekawa przygodę. Na początku zacząłem uprawiać len z polskich ziaren, jednak olej z niego nie był zbyt smaczny. Kiedyś, gdy zabrakło mi do siewu mojego lnu, zamówiłem go w hurtowni pod Lublinem, gdzie kupiłem piękne złociste ziarno z Kazachstanu. Posiałem, wytłoczyłem pierwsze litry oleju i okazało się, że jest bardzo smaczny. Od blisko sześciu lat go uprawiam i przerabiam. Olej jest przebadany, ma świetne proporcje, zawiera aż 68 proc. kwasów omega 3. To jest mistrzostwo świata, nie ma takiego drugiego. A wiadomo, jakie znaczenia dla człowieka mają kwasy omega 3.

No właśnie, czy poprzez to, że produkuje oleje, stara się pan także poszerzać wiedzę na temat ich zdrowotnych właściwości.

– Tak, oczywiście, choć zbytnio się tą wiedza nie dzielę, bo jestem producentem, a nie znachorem. Jeśli ktoś ma życzenie, niech sobie sam doczyta; teraz możliwości jest wiele, są poradniki, jest interenet. Moi stali klienci dbają także i tę sferę, gdyż przychodzą i mówią, że im pomaga, że poprawiły się im wyniki, odkąd używają oleju. Humorystycznie mówiąc, jeden z moich znajomych mówi, że od kiedy pije len, to wie, gdzie sobie coś położył. To są bardzo indywidualne sprawy, jednym pomaga i innym nie do końca. Bardzo dobry jest również olej rzepakowy, który obecnie ma również świetne zachowane proporcje pomiędzy kwasami omega 3 i omega 6. Teraz jest coraz modniejsze sięganie do różnych naturalnych produktów, szukamy w nich właściwości nie tylko odżywczych, ale i leczniczych. Bo one rzeczywiście mają moc. Te moje szczególnie, gdyż pochodzą z ekologicznych, miejscowych upraw. Pamiętać jednak trzeba o właściwym przechowywaniu i używaniu. Oleje powinno się trzymać w chłodnych, zacienionych miejscach i ciemnych butelkach. Większości nie powinno się używać do smażenia, bo zabija się właściwości lecznicze, a o tym ludzie nie pamiętają. Tłoczone przez ze mnie oleje są wysokiej jakości. Nieczyszczone, tłoczone na zimno są cennym źródłem niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, których organizm ludzki sam nie może wytworzyć, a które muszą być dostarczone z pożywieniem i właśnie oleje ich dostarczają. Dlatego ludzie zainteresowani zdrowym sposobem odżywiania chętnie po nie sięgają.

Na czym polega tłocznie na zimo?

– Jest to jak najbardziej naturalny sposób tłoczenia olejów, czyli jak sama nazwa mówi: musi być zachowana niska temperatura. Wymaga to żmudnej i cierpliwej pracy. Na początku podgrzewam maszynę, żeby ruszyła. Kiedy podgrzeję ją do temperatury 40 stopni, a wtedy maszyna rusza, grzałki są już wyłączone. Tłoczenie odbywa się na zasadzie tarcia ziarna o ziarno, wytwarza się temperatura, a maszyn wytwarza ciśnie. Pamiętać należy o pilnowaniu temperatury, bo wysoka zabija zdrowotne wartości kwasów. Nie stosuję żadnej chemii, jest to naturalny „sok” wyciśnięty z nasion. Ziarno musi być oczywiście wysokiej jakości, odpowiednio wilgotne, bez domieszek, bo one zmieniają smak i barwę oleju.

Oprócz oleju rzepakowego i lnianego przed nami na stole stoją buteleczki z olejami z nasion różnych roślin.

– Tak, od jakiegoś czasu próbuję wyciskać oleje z przeróżnych roślin. Ostatnio modny jest ostropest, który zawiera sylimarol, czyli substancję regulującą pracę wątroby. Hodowcy coraz częściej go uprawiają, również tu na terenie powiatu jędrzejowskiego. Ja próbuję wyciskać z niego olej. Próbuję wyciskać olej z pestek dyni. Na razie mam z tym problem. Nie bardzo wiem dlaczego, ale mam nadzieje, że do tego dojdę. Jeśli chodzi o wiesiołka, to w Polsce jest on uprawiany, ale ja do produkcji oleju kupuję ziarno. Nie sposób byłoby uprawiać wszystkie rośliny. Tłoczę m.in. oleje z czarnuszki, orzechów, maku, konopi, słonecznika. W zależność od tego, jaki mam dostęp do dobrego ziarna. Eksperymentuję także z innymi roślinami, np. próbuje uzyskać olej z nasion dzikiej róży, truskawki i malin. Nawet się udało, one są dobre dla pań, które dbają o cerę. Ale np. nie udało mi się wyprodukować oleju z nasion czarnej porzeczki. Nie zawsze wszystko się od razu udaje, trzeba po prostu próbować. Łatwo to nie przychodzi, nieraz w nocy nie mogę spać, bo zastawiam się, co można byłoby jeszcze zrobić, by udało się olej wycisnąć z danych nasionek. Dużo się mówi o oliwce z oliwek i jej prozdrowotnym działaniu, ale powinniśmy pamiętać, że w naszej strefie klimatycznej powinniśmy korzystać z tych produktów, które dostarcza nam nasza ziemia, bo one dla nas są najlepsze.

Jakie ma pan plany na przyszłość?

– Mam już swoje lata i chętnie poszedłbym na emeryturę. Mam sporą wiedzę na temat tłoczenia olejów, chętnie bym ją przekazał, bo wiem, że jest to potrzebne. Mam taka nadzieję, że może uda się nam przenieść produkcję do Wodzisławia. Tam mam halę produkcyjną, więc może zięć, a w przyszłości wnuczek, przejęliby produkcję. Naprawdę warto byłoby to kontynuować. Staramy się o zdobycie środków unijnych na dokończenie i wyposażenie hali, by produkcja w nowym miejscu mogła ruszyć, by firm się rozwijała.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Grażyna Ślusarek

Przeglądając naszą stronę, akceptujesz używanie plików cookie. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce prywatności

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zamknij