Dając to czego inni potrzebują, możemy czuć się uskrzydleni

23855

Rozmawiamy z Angeliką i Michałem Steciakami z Fundacji „Wioska Aniołów” w Karsznicach. Proszę powiedzieć, skąd pomysł na założenie fundacji?

Angelika: – Fundacja „Wioska Aniołów” została zarejestrowana stosunkowo niedawno, bo w sierpniu 2015 r. Pomysł na nazwę wziął się stąd, że chcielibyśmy być jak najbliżej aniołów i dzieci, ale też osób, które potrzebują wsparcia i miłości, bo dając to, czego oni potrzebują, możemy się poczuć uskrzydleni. Nasze działania łączą w sobie zajęcia dla dzieciaków z zajęciami integracyjnymi z udziałem osób starszych, dorosłych.

Czym się zajmujecie i do kogo skierowana jest wasza oferta?

Angelika: – Prowadzimy muzykoterapię, dogoterapię oraz różne inne formy terapii zajęciowej. Poprzez różnego rodzaju zajęcia, np. koncerty, minikabaret, mini skecze oraz różne działania przy kościele staramy się także animować społeczność lokalną. Jest nam o tyle łatwiej, że od zawsze działaliśmy przy kościele. W Zawierciu, skąd przyjechaliśmy, związani byliśmy z parafią św. Piotra i Pawła, a także parafią Jana Pawła II. Tam udzielałam się jako lektora, ale także jako organizator różnych działań, np. marsze milczenia, Drogi Krzyżowe. Ogólnie rzecz ujmując, uświetnialiśmy różnego rodzaju uroczystości religijne. Natomiast mąż zajmował się tym co najpiękniejsze, czyli muzyką i śpiewem. To nasze zaangażowanie zostało dostrzeżone przez proboszcza z parafii w Rembieszycach, ks. Zbigniewa Bienia. To on nam otworzył furtkę abyśmy mogli, tu w nowym dla nas miejscu, pokazać to, co robimy. Ksiądz udostępnił nam starą plebanię, w której mamy swój kąt. Od marca 2015 r. prowadzimy działania w ramach kręgu biblijnego. Na początku zastanawialiśmy się, kto do nas przyjdzie i czy w ogóle ktoś przyjdzie, by rozważać Pismo Święte, mówić o Bogu i spędzać wspólnie czas. Ksiądz proboszcz na początku dość septycznie do tego podchodził, ale okazało się, że na spotkania zaczęli przychodzić ludzie w różnym wieku: dzieci, dorośli i osoby starsze, rodziny z dziećmi. Stanęło zatem przed nami duże wyzwanie, bo spotkamy się co tydzień z ludźmi w różnym wieku, stąd musimy stosować różne metody prowadzenia zajęć, by były one ciekawe, przekazywały ważne wartości chrześcijańskie, a jeszcze do tego, z myślą o dzieciach, także bawiły. Stąd wprowadziliśmy przerywniki w rozważaniach, np. malowanie, śpiewanie. Włączamy także ludzi w działalność charytatywna na rzecz miejscowej społeczności, choć wychodzimy także na zewnątrz. Ostatnio np. robiliśmy kolorowanki dla fundacji Dr. Clowna w Kielcach dla chorych dzieci. Łącząc różne formy działalności skierowanej do wielu osób, stworzyliśmy mini wspólnotę, rodzinę, na którą zawsze możemy liczyć i w której dobrze się czujemy. Organizujemy także akcje dla całej społecznej lokalnej, np. festyny dla dzieci na Dzień Dziecka, spotkania wigilijne. Braliśmy czynny udział w organizacji w parafialnych dożynek, organizujemy.

Proszę powiedzieć, jakie efekty daje praca z psem?

Michał: – Pies to motywator do działania. On motywuje dzieci czy osoby starsze z różnymi dysfunkcjami do pokonywania barier. Do psa czasem trzeba wyciągnąć rękę, w której jest niedowład, czy podać mu coś do zjedzenia, wyczesać. Osoba z niepełnosprawnością musi się nim zaopiekować, a przy okazji nawiązywać więź i relację. Dzieci bardzo szybko przełamują lęki i bariery, przekonują się, że zabawa z psem jest super, a przy okazji świetny bodziec do różnych ćwiczeń. Łączymy dogoterapię z muzykoterapią, ponieważ jeden z naszych psów, uwielbia muzykę. Kiedy zaczynamy grać, on przychodzi, siada koło dzieci, szczeka, wydaje z siebie różne dźwięki, co można uznać za śpiewanie. Dzieciom się to bardzo podoba. Podczas ferii w szkole Rembieszycach mieliśmy zajęcia z udziałem psa. W ich trakcie wspólnie z dziećmi i młodzieżą przerabialiśmy książkę o doktorze Dolittle. Połączyliśmy to z zabawą z psem. Trwało to blisko trzy godziny, było malowanie twarzy, skręcanie balonów, opowieść o doktorze Dolittle. No i to co najważniejsze: kontakt z psem, którego dzieci nie chciały opuścić, karmiły, bawiły się nim i biegały. Było naprawdę miło.

Angelika: – Dogoterapię prowadzimy od czterech lat. Mamy dwa labradory, jeden czarny Rico, drugi czekoladowy Baron. Dzięki dogoterapii i muzykoterapii nasze działania są zauważane także poza gminą Małogoszcz, na terenie województwa świętokrzyskiego. Wyruszamy z psem, prowadzimy zajęcia edukacyjne albo terapię z udziałem psa. Na przykład w szkole w Bolminie prowadziliśmy dogoterapię dla dzieci z problemami w nauce. Tam pies-profesor uczył matematyki i języka polskiego, wspomagał edukację dzieci. Bywamy także w placówkach dla osób niepełnosprawnych, gdzie poprzez muzykę i zajęcia z psem staramy się wspomagać proces rehabilitacji.

Jakie macie plany?

Angelika: – Planów mamy dużo. Chcemy kontynuować te działania, które już podjęliśmy, by miały one charakter cykliczny, a nie jednorazowy. Jest dużo imprez, które realizujemy w społeczności lokalnej. Chcemy jeszcze bardziej zaangażować się w te lokalne inicjatywy, bo one przynoszą najwięcej satysfakcji i najlepsze rezultaty. Planujemy jeszcze więcej zajęć muzycznych, dogoterapii, również zajęć edukacyjnych. Dzieci są bardzo otwarte, chętne do różnych działań, co warto wykorzystać. Jest również grupa ciekawej młodzieży i ich potencjał również chcemy wykorzystać, bo oni szybko uciekają do miasta, na studia, do pracy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Grażyna Ślusarek